Test Samsung Galaxy Watch 42 mm – wersja gold, raczej kobieca?

Popularność elektroniki użytkowej nieprzerwanie rośnie i to nie tylko za sprawą nowszej techniki, możliwości owych gadżetów ale również pewnego rodzaju mody. Mam na myśli nie tylko fakt iż smartwatche coraz częściej traktowane są jako dodatek do ubioru ale i to że użytkownicy coraz częściej nie tylko odbierają wiadomości i rozmowy telefoniczne bez konieczności wyciągania smartfona z kieszeni ale dbają i monitorują swoje zdrowie dzięki „małemu gadżetowi ” na nadgarstku. W moje ręce.. a raczej ręce mojej żony wpadł Samsung Galaxy Watch 42mm w kolorze różowego złota. W tej wersji na naszym rynku dostępny jest jeszcze kolor czarny. Do dyspozycji mamy szereg barw kolorów wymiennych pasków.

Samsung Galaxy Watch 42 mm

Na początek dodam iż moją rolą było jedynie opisanie wrażeń z użytkowania i pewnego rodzaju streszczenie. Dodam również że żona jako główny użytkownik smartwatcha jest „atechniczna” nie ciekawią jej nowinki techniczne, nowe telefony z superszybkimi procesorami i o gadżetach takich jak smartwatch nawet nie myślała. Do czasu kiedy z pudełka wyciągnąłem opisywanego smatwatcha. Kolor – różowe złoto, niewielkie wymiary i atrakcyjny wygląd spowodowały spore zainteresowanie. Więc zaczynajmy.

Specyfikacja techniczna:

  • Wymiary (WxSxG); 45,7 mm x 41,9 mm x 12,7 mm
  • Waga:  49g
  • Wyświetlacz: Super Amoled 1,2’’ 360×360
  • System: Tizen 4.0
  • Wi-Fi 802.11 b/g/n 2.4GHz; Bluetooth 4,2, GPS, Glonass, NFC
  • Dwurdzeniowy procesor Exynos 9110 1,15GHz
  • 768 MB RAM , 4GB ROM
  • Czujniki: Akcelerometr, Barometr, Żyroskop, Pulsometr, Czujnik światła
  • Wbudowana bateria 270 mAh
  • Wibracje, głośnik, mikrofon
Samsung Galaxy Watch 42 mm

Oprócz smatrwatcha w pudełku znajdziemy dodatkowy – dłuższy pasek, stację rokującą oraz ładowarkę sieciową którą podłączymy do owej stacji. Nie zabrakło również małej książeczki. Jakość akcesoriów stoi na najwyższym poziomie, zresztą myślę że za kwotę ok 1200 zł jaką należy przeznaczyć za zestaw producent nie pozwolił by sobie na wciskanie „bubla”.